Zimowe tęsknoty…

Do jasnej cholery!! Co to za Święta bez śniegu!! Co to w ogóle za zima? Mam wielką chęć zabrać Motylkę na sanki, na zjazdy na jabłuszku… a jak patrzę na aurę za oknem, to w najbliższym czasie możemy marzyć ewentualnie o robieniu bukietu z pierwiosnków. Gdzie te śnieżne i mroźne zimy? Gdzie te zaspy, które przemierzałam z malutką Motylką siedzącą na swoich pierwszych saneczkach?

Oddajcie mi zimę, oddajcie śnieg, mróz, który skrzy się wieczorami… oddajcie oszronione szyby i mroźne wzory na oknach… Chcę zmarznąć, chcę wyciągnąć swoje super fajne zimowe buty, chcę odświeżyć ciepłe swetry i szaliki. Chcę zziębnięta i przemarznięta szaleństwem na śniegu pić wspólnie z Małżem i Motylką gorące kakao. Chcę otrzepywać Lejka ze śniegu i założyć mu jego zimową ortalionową kurteczkę! Chcę odśnieżać balkon, chcę słuchać jak Małż klnie przy odśnieżaniu samochodu, chcę zobaczyć czerwony od mrozu nosek Motylki. Wtedy to będzie dopiero prawdziwa zima… ach…

Z tęsknoty za mrozem wklejam kilka zdjęć, chociaż na obrazkach popatrzę na zimę, bo w tym roku chyba raczej się jej nie doczekam…