Wpis chaotyczny… bo przedawkowałam cukier.

glass-300558_1280

Górnicy strajkują, rolnicy wypasionymi furami najeżdżają moje rodzinne miasto wrzeszcząc, że są biedni, Wschód podpisuje porozumienia, którym pewnie nikt nie będzie respektował…

Ponadto Tłusty Czwartek, bal karnawałowy w szkole Motylki, zbliżające się Walentynki…. a na dodatek jeszcze piątek trzynastego… nagromadzenie cudów jak na jeden tydzień… w dodatku dziś rano WRESZCIE obudziło mnie słońce! Rano w końcu było jasno i w drodze do łazienki nie czułam się jak kret drążący tunel.

Motylka obudziła się w świetnym humorze… wczoraj był bal… była przebrana za kota… a ja-MATKA po raz kolejny uratowałam sytuację… w stroju brakowało ogona, więc wytężyłam najcięższy matczyny umysł… poświęciłam własne grube rajstopy (model syberyjski) i jedną nogawkę przystosowałam do bycia wspaniałą kocią kita.

W związku z Tłustym Czwartkiem zeżarłam tyle pączków i faworków, że od nadmiaru cukru kręciło mi się w głowie. Pewnie również od nadmiaru sacharozy rano wstałam tak silnie naładowana energią. :)

Dzisiaj od wczesnych godzin prowadziłam z Motylką rozmowy na temat tego kto to jest optymista, a kto to jest pesymista. Wyłożyłam teorię, podałam przykłady… opowiedziałam o klasycznym przypadku ze szklanką do połowy pełną/ szklanką do połowy pustą. Temat uznałam za wyczerpany.

Motylka ( zaopatrzona w plastikowy kubek wypełniony po brzegi wodą) radośnie pobiegła do Małża dzielić się z im swoimi nowymi doświadczeniami.

Motylka: Tato, czy według Ciebie w tym kubku jest dużo czy mało wody?

Małż: Dużo

Motylka: Mamooooooo, tata jest optymistą! :)

 

No jasne, mimo, że test nie był do końca miarodajny to jednak zgadzam się, że Małż jest optymistą. Z dwoma wariatkami nie przetrwałby pod jednym dachem gdyby nie ten wrodzony dobry humor…

A tak w ogóle to dzisiaj jemy sushi… Małż stawia… walentynkowo-rocznicowo…

mniam…

a przed nami weekend… oby był piękny i słoneczny, bo zamierzam spacerować, wycieczkowac i mieć wszystko w dup… :)