Wpis chaotyczny… bo przedawkowałam cukier.

Górnicy strajkują, rolnicy wypasionymi furami najeżdżają moje rodzinne miasto wrzeszcząc, że są biedni, Wschód podpisuje porozumienia, którym pewnie nikt nie będzie respektował…

Ponadto Tłusty Czwartek, bal karnawałowy w szkole Motylki, zbliżające się Walentynki…. a na dodatek jeszcze piątek trzynastego… nagromadzenie cudów jak na jeden tydzień… w dodatku dziś rano WRESZCIE obudziło mnie słońce! Rano w końcu było jasno i w drodze do łazienki nie czułam się jak kret drążący tunel.

Motylka obudziła się w świetnym humorze… wczoraj był bal… była przebrana za kota… a ja-MATKA po raz kolejny uratowałam sytuację… w stroju brakowało ogona, więc wytężyłam najcięższy matczyny umysł… poświęciłam własne grube rajstopy (model syberyjski) i jedną nogawkę przystosowałam do bycia wspaniałą kocią kita.

W związku z Tłustym Czwartkiem zeżarłam tyle pączków i faworków, że od nadmiaru cukru kręciło mi się w głowie. Pewnie również od nadmiaru sacharozy rano wstałam tak silnie naładowana energią. 🙂

Dzisiaj od wczesnych godzin prowadziłam z Motylką rozmowy na temat tego kto to jest optymista, a kto to jest pesymista. Wyłożyłam teorię, podałam przykłady… opowiedziałam o klasycznym przypadku ze szklanką do połowy pełną/ szklanką do połowy pustą. Temat uznałam za wyczerpany.

Motylka ( zaopatrzona w plastikowy kubek wypełniony po brzegi wodą) radośnie pobiegła do Małża dzielić się z im swoimi nowymi doświadczeniami.

Motylka: Tato, czy według Ciebie w tym kubku jest dużo czy mało wody?

Małż: Dużo

Motylka: Mamooooooo, tata jest optymistą! 🙂

 

No jasne, mimo, że test nie był do końca miarodajny to jednak zgadzam się, że Małż jest optymistą. Z dwoma wariatkami nie przetrwałby pod jednym dachem gdyby nie ten wrodzony dobry humor…

A tak w ogóle to dzisiaj jemy sushi… Małż stawia… walentynkowo-rocznicowo…

mniam…

a przed nami weekend… oby był piękny i słoneczny, bo zamierzam spacerować, wycieczkowac i mieć wszystko w dup… 🙂