Triduum Paschalne? In polish please

church-188087_1280

Przyznaję, że bardzo rzadko bywamy w kościele. Mówiąc oględnie – nie moje klimaty. Oczywiście nie krytykuję. Szanuję innych za ich poglądy i za tą wytrwałość i samozaparcie, które pozwala im odsiedzieć co tydzień godzinę w kościele.

My w kościele jesteśmy gośćmi. Pojawiamy się tu bardziej z tradycji niż z przekonania. Nasze wizyty związane są z celebrowaniem różnych uroczystości : chrzciny, śluby, komunie, święcenie palmy czy jajek itp. „ekstra” okoliczności. Szczerze mówiąc po każdej takiej wizycie utwierdzam się w przekonaniu, że częściej nie dałabym rady.

Nasz kościół wciąż jest zbyt „średniowieczny”. Gdyby stanął przede mną jakiś chór gospel, który wychwalałby życie poprzez pieśni może byłabym bardziej zainteresowana. Tymczasem z „ambony” zerka ksiądz, który umówmy się talentu muzycznego raczej nie ma. Bez względu na to czy odczytuje ogłoszenia parafialne, czy ogłasza zmartwychwstanie Pana wszystko deklamuje jednym tonem głosu od czasu do czasu dodając jakąś zafałszowaną linie melodyczną. No, ale nic. Trudno. Tradycja. Rozumiem to wszystko i jako osoba dorosła jestem w stanie to znieść i przetrwać.

Wczoraj wybraliśmy się jednak na „mszę dla dzieci”, która według mnie „mszą dla dzieci” była tylko z nazwy. Owszem dzieci biegały po całym kościele, głośno rozmawiały i dominowały nad cichym głosem księdza, ale na tym ich udział w Niedzieli Palmowej się kończył. Towarzystwo szybko się zgrało i zajęte było podziwianiem palemek. Ksiądz raczej przeszkadzał im w pogaduchach. Lekkie ożywienie nastąpiło tylko podczas „zbierania na tacę”, kiedy wszystkie dzieci ruszyły w pogoń za koszyczkiem przepychając się i walcząc o pierwszeństwo oraz podczas „przekazywania sobie znaku pokoju” kiedy to wszyscy zaczęli się ściskać za ręce i poszerzać znajomości na cały kościół. Potem wiało już tylko nudą. Gwoździem do trumny był czas rozmów księdza z dziećmi. Mam wrażenie, że po raz pierwszy w życiu widział dzieci, a już na pewno nigdy z nimi nie rozmawiał. Zebrał zgraje kilkulatków, które w wielkiej nudzie wałęsały się po całym kościele i zadał im „dostosowane do ich poziomu” pytanie: co to jest Triduum Paschalne? W życiu nie widziałam tylu zdziwionych min w jednym momencie. Rudy pyzaty dwulatek, który właśnie zajęty był badaniem echa w kościele aż zamilkł z przejęcia. Pytają go o takie poważne sprawy? On nawet nie wie czy ma już mokro w pieluszce, a tu taka mocna wstawka. Szok.

Oczywiście nikt nie wiedział. Dzieci strzelały, tłumaczyły, że od niedawna uczą się angielskiego i takich słów jeszcze nie znają. Motylka nie odstawała – była zajęta rozmową z koleżankami z klasy. Wszyscy porównywali wygląd palemek i kłócili się która jest ładniejsza. Tym sposobem ksiądz zadał pytanie, sam sobie na nie odpowiedział, a jako, że szybko zorientował się, że z dziećmi za dużo nie pogada to urwał dyskusje i wrócił do swoich średniowiecznych rytuałów.

Dzieci odczekały do końca, choć ostatnie dziesięć minut było istną męką. Zaczęły się zabawy w berka, a co zwinniejsi chłopcy okładali się palemkami. Ktoś z tłumu rzucił w końcu hasło do wyjścia i wtedy dzieci szturmem opuściły kościół.

Czemu to ma służyć? To kwestia tradycji. Wydaje mi się, że moim obowiązkiem jest wytłumaczyć Motylce o co chodzi w wierze. To trudne, bo sama nie jestem gorliwą katoliczką, a już na pewno nie wierzę w głębię i sens instytucji kościoła. Żeby jednak moje dziecko mogło wyrobić sobie zdanie na ten temat musi wiedzieć o co w religii chodzi. Chciałabym aby miała ogólny pogląd na sprawę i aby mogła w przyszłości sama dokonać wyboru.

Mam jednak wrażenie, że moje trudy są kompletnie bezsensowne. Pani katechetka to niespełniony artysta plastyk, która z dziećmi nie rozmawia, a jedynie zmusza do kolorowania obrazków. W kościele też nie mam co liczyć na wsparcie, bo wieje nudą i zamierzchłymi czasami. Tym sposobem ja – niepraktykująca, niezbyt zaangażowana w kościelne życie muszę objaśniać Motylce tajniki wiary. Ciężka sprawa. Niewłaściwa osoba na niewłaściwym miejscu.

Nie można się więc dziwić, że kiedy wieczorem do Motylki zadzwoniła babcia i zapytała, czy podobało jej się w kościele na święceniu palemki Motylka z dużym taktem odpowiedziała „Nie w moim guście”. No cóż – w moim też nie, ale szkoda, że dzieci tak szybko są w stanie zniechęcić się do kościoła. I to bez mojego udziału.

Amen