Trąf trąf misia bela zaraz trafi mnie cholera!!!

PMS dzień kulminacyjny… tonę w oparach własnej depresji, bólu i złego samopoczucia.

6.00 Zadzwonił najgorszy wynalazek ludzkości… budzik. Zabiłam intruza i jeszcze chwilę leżę…

6.05 błoga chwila dobiegła ku końcowi, zwlekam się z łóżka. Zanim doszłam do toalety zdążyłam jeszcze złamać sobie paznokieć. I w tym właśnie momencie zdałam sobie sprawę, że to nie będzie dobry dzień…

6.30 doprowadziłam się do względnego ładu. Umyta, ubrana i umalowana ruszam do jednego z najcięższych zadań poranka.. budzenie Motylki

7.00 Nie mam pewności, czy Motylka już się obudziła, ale ma otwarte oczy, chodzi i nawet zaczęła się ubierać. Nie jest źle. Małż wraca z Lejkiem ze spaceru.

7.05 szybkie śniadanie. Kanapka, mleko i dwie No-spy w pakieciku. Wszystko boli… no nic, przynajmniej czuję, że żyję. Motylka zaczyna dłubać płatki na mleku i od rana ma już tyle do opowiadania jakby była na jakiejś wyprawie do serca dżungli. Bosko…

7.20 wychodzę z domu, snuje się w kierunku pracy. Niech ten dzień już się skończy…

7.45 zaczynam pracę… (dobra, nie będę ściemniała, szef nie przeczyta…) powinnam zacząć pracę… dowlokłam się o 7.55, bo zahaczyłam o sklep, a  zanim zrobiłam sobie herbatę była już 8.15…

8.30… odliczanie czas start… do końca pracy zostało już tylko 7 godzin i 15 minut… przetrwam, dam radę…

9.30 Ibuprom Max…. Dam radę…

10.00 chyba jednak nie dam rady….

10.30 Muszę dać radę… już tylko 5 godzin i 15 minut…

11.00 Ależ wszyscy mnie denerwują, co oni w ogóle ode mnie chcą. Chce mi się płakać.

11.15 zabierzcie mnie stąd… niech mnie ktoś przytuli!!

12.00 zepsuła mi się drukarka… aaaaaa!!

12.15 kawa z koleżanką… świat staje się piękniejszy..

13.00 no dobra, to ja jednak dzisiaj popracuję… nagły kop kofeiny powoduje, że dociera do mnie dawka energii. Ze zdwojoną siłą nadrabiam zaległości całego dnia. 3 godziny i 45 minut to nie dużo…

15.30 staję w „blokach startowych” za 15 minut koniec pracy… buty są, kurtka jest, torebka jest, komputer wyłączony, okna zamknięte, pokój zamknięty… wytrwałam, nikogo nie zabiłam…

15.45 wyruszam, biegnę po Motylkę do szkoły.

16.00 na szczęście szkoła jest blisko… docieram na miejsce i okazuje się, że muszę jeszcze czekać, bo angielski nieco się przeciąga. Rozmową „zabawia” mnie nieznośny tatuś klasowy… Ibumprom Max…. Przeżyję…

16.10 pojawia się motylkowa grupa. Prowadzi ich Pani, która wciąż mówi w języku angielskim. Dzieci patrzą na nią zdezorientowane i nikt nie wie, w która ma iść stronę. Pani wyraźnie to nie przeszkadza. Kontynuuje angielski monolog z szerokim uśmiechem na twarzy… „Remember about your homework!!” wrzeszczy na pożegnanie i wprowadza rozkojarzone 6-latki do świetlicy. Odbieram Motylkę pytam czy lubi angielski… z rozbrajającą szczerością mówi… „ Tak mamo, tylko ta Pani jest trochę śmieszna, bo nikt nie wie o czym mówi”. Człowiek ma poczucie dobrze wydanych pieniędzy 🙂

16.15 udało się przepchnąć przez szkolne korytarze oraz szatnie… wychodzimy ze szkoły. Motylka naładowana energią zaczyna śpiewać „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

16.16 „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

16.17 „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

16.18 „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

16.19 „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

16.20 „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

16.21 „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

16.22 „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

16.23 „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

16.24 „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

16.25 „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

16.25 docieramy do domu „ Mamoooo, Lejek narzygał na podłogę!!!” „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”…. zaraz oszaleję!!!

16.28 spacer z Lejkiem… „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

16.35 wciąż spacerujemy, staramy się rozmawiać, ale „trąf, trąf” jest takie fajne, że kończy i zaczyna każde wypowiadane przez Motylkę zdanie…

16.45 wracamy domu, wycieram podłogę, sprzątam, rozpakowuję szkolne rzeczy Motylki ( z plecaka wyjmuję np. częściowo zjedzone jabłko, które zdążyło już umazać cały piórnik), biorę się za obiad… w tle wciąż słyszę… „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

17.40 wraca Małż… „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

18.30 leżę przykryta kocem oglądając jak Motylka tańczy, recytuje wierszyk na Dzień Babci i Dziadka i śpiewa chyba 32 piosenki na szkolne przedstawienie. Co chwila wstawia oczywiście „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

19.00 leżę, leżę patrząc na Kamila Durczoka, który męczy się prezentując Fakty w TVN, słyszę co dziesiąte słowo, każdy news zaczyna się od „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”…. bardzo rzadko biorę leki przeciwbólowe, dzisiejsza dawka spowodowała chyba, że jestem na haju… nic mi już nie przeszkadza…

20.00 idę kąpać Motylkę… Młoda z pieśnią na ustach wskakuje do wanny i opowiada o szkolnych miłościach… beztroskie życie niemiesiączkującej młodej kobietki…

20.20 Małż wybawia mnie z opresji, przejmuje Motylkę, a ja zanurzam się w gorącej kąpieli… słyszę jak czytają książkę „Nela mała reporterka”… dlaczego Nela co chwila robi „trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

21.00 Motylka przysypia, ja zaległam w łóżku… zastanawiam się jakim cudem przetrwałam ten dzień… no jakoś się udało… jak co miesiąc…

„trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

„trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

„trąf, trąf misia bela, misia kasia komfa cela, misia A, misia B, misia Kasia kom- fa C”….

23.00 zasypiam…

 

Niestety są takie dni w miesiącu… Ja wulkan energii i pomysłów zalegam i nie mam siły. Staram się jak mogę, ale doświadczenie życiowe nauczyło mnie, że trzeba zacisnąć zęby i przetrwać… Jutro będzie lepiej 🙂