To fajnie kiedy można zajarać z rodzicami

Nikt nie rodzi się matką. Każda z nas uczy się wytrwale i cierpliwie wychowywania własnych dzieci. Każda z nas popełnia różne błędy i każda poniesie ich konsekwencje. Nikt oczywiście nie mówił, że wychowanie potomstwa to sprawa lekka i przyjemna. Spada przecież na nas gigantyczna odpowiedzialność… Jako rodzice jesteśmy tak naprawdę skazani na borykanie się z własnymi słabościami i wątpliwościami. Oczywiście otoczenie zawsze służy „dobrą radą” i tylko czeka na nasze potknięcie… Zawsze „możemy liczyć” również na krytyczne spojrzenie sąsiadki albo teściowej, które to prezentują inny pogląd na określoną sytuację. Szpilę chętnie wbije również jakaś bezdzietna koleżanka albo „ekspertka” od doradzania w dziedzinie wychowywania cudzych dzieci…

 

Jako rodzice wybieramy podświadomie jakiś model wychowawczy. Możemy być rodzicami-przyjaciółmi, rodzicami-nadzorcami, rodzicami-przewodnikami itp. Możemy tworzyć własny mix różnych sposobów wychowania dzieci. W całym tym zamieszaniu są najbardziej skrajne przypadki, które prawdopodobnie określają granicę w jedną i drugą stronę. Tym sposobem zdarzają się super konserwatywne jednostki, które wychowują własne dzieci w żołnierskim stylu oraz bardzo liberalni rodzice, którzy dla swoich dzieci są jedynie świetnymi przyjaciółmi.

Bardzo lubię obserwować takie różne modele wychowawcze. Przez to moje „podglądactwo” zapewne kształtuję swój własny pogląd na wychowanie Motylki. Z tym większym zainteresowaniem dostrzegłam, że opiniotwórczy portal Pudelek doniósł dziś, że syn Roberta Gawlińskiego, Beniamin pochwalił się na antenie stacji TVN, że :

To jest bardzo fajny model wychowawczy, kiedy z rodzicami można zajarać pierwszego papierosa, napić się pierwszy raz… Zamiast gdzieś z kolegami pod śmietnikiem – To zapobiega takim słabym sytuacjom, że kolega zaciągnął się pierwszy raz „fajkiem” gdzieś za szkołą. Poddusił się, nikt nie wiedział, jak mu pomóc – wspomina.

Nie sposób nie zgodzić się z Panem Beniaminem… oczywiście… jeśli tylko mogłabym ustrzec Motylkę przez całym złem tego świata to pewnie już dziś zapaliłabym z nią papierosa… czy to jednak na pewno tak działa? Uwielbiam Roberta Gawlińskiego, bardzo lubię jego muzykę, jego styl. Ten luz względem życia… ale nigdy nie stawiałam go na piedestale moich wzorców do naśladowania jako rodzica… Świetnie, że ma luźne relacje z synem, że był jego pierwszym towarzyszem od papierosa, czy od „kieliszka”. Taki model wychowania chyba jednak mnie nie przekonuje.

Wiem, że „małe dzieci mały kłopot, duże dzieci duży kłopot”… wiem, że wszystko dopiero przede mną… bardzo chciałabym być dla Motylki przyjaciółką. Chciałabym żeby zawsze mogła ze mną o wszystkim porozmawiać, zwierzyć się. Chciałabym żeby w przyszłości wybierała mnie jako współtowarzyszkę zakupów. Chciałabym żeby wzrastała w potrzebie spędzania z nami- rodzicami wolnego czasu. Wolałabym jednak nie być jej „kumpelą od imprezowania”… według mnie zaciera to pewną granicę / relację między rodzicem, a dzieckiem. Myślę, że wolałabym dawać jej dobry przykład poprzez własne postępowanie niż wprowadzać ją w tajniki nikotyny czy alkoholu. Nie przekonuje mnie fakt, że tym sposobem uchronię ją przed „piciem z kolegami pod śmietnikiem”, o którym wspominał Beniamin Gawliński. Uchowałam się prawie 30 lat i choć moi rodzice nie pili i nie palili ze mną jakoś udało mi się uniknąć popalania w altance śmietnikowej.

Myślę, że ja i Małż wzrastamy na razie na przyjaciół Motylki. Chciałabym jednak być dla niej również jakimś autorytetem. Nie tylko koleżanką do zabawy, ale „duchowym przewodnikiem”. Nie mam złudzeń… z czasem coraz więcej „autorytetów” Motylka będzie miała wśród rówieśników. Teraz jest, więc mój czas na stworzenie fundamentów do zbudowania własnego autorytetu. Jeśli zaprzepaszczę ten moment może okazać się, że wśród „super fajnych” szkolnych znajomych nie ma już dla mnie miejsca. Rodzic właśnie w okresie wczesnego dzieciństwa musi „wybudować” sobie stabilne miejsce przy dziecku. Takie miejsce, którego nie zniszczą młodzieńcze zauroczenia i fascynacje. Pewnie gdybym za kilka lat zachęciła Motylkę do wspólnego wypalenia pierwszego papierosa byłabym dla niej autorytetem… na 5 minut… bo, czy taki właśnie autorytetem chcę być dla własnego dziecka?

Fotolia_49518251_Subscription_Monthly_M

Wiele mam pomysłów na wychowanie Motylki. Nie mam jednak złudzeń… nie tylko ja mam wpływ na to jakim będzie ona człowiekiem… W dalszym ciągu będę „podglądała” innych rodziców starając się ich naśladować lub uczyć na ich błędach… wciąż jednak przede wszystkim zawierzę własnej intuicji… a ta podpowiada mi, że chyba nieprędko wypalę z Motylką papierosa…