Szybko, szybko!!

wall-clocks-534267_1280

Z przykrością stwierdzam, że przez cały czas gdzieś się spieszę. Nawet odpoczywam ciągle walcząc z czasem. Przeanalizowałam plan dnia i w zasadzie nie ma w nim momentów na chwilowy oddech. Nauczyłam się odpoczywać w ciągu kilku sekund.

6.00 dzwoni budzik.

SZYBKO. Poranne ogarnianie zawsze odbywa się w ogromnym pośpiechu. Tu nie ma czasu na refleksję i medytacje. Biegam jak poparzona między łazienką, pokojem, kuchnią, sypialnią, a w międzyczasie jeszcze próbuję dobudzać Motylkę.

6.45 budzę dziecko.

Zdałam sobie sprawę, że SZYBKO, SZYBKO to jedne z pierwszych słów, które słyszy ona rano. Młoda nie lubi wcześnie wstawać ( no, chyba, że w weekend, wtedy dla odmiany nie lubi długo spać). Od rana trwa, więc walka z czasem aby ocucić ją na czas i pomóc wyszykować się do szkoły. Tym sposobem SZYBKO się ubieramy, SZYBKO jemy śniadanie, SZYBKO myjemy zęby i nawet z toalety trzeba korzystać SZYBKO, bo przecież czas płynie nieubłaganie.

7.20 wychodzę do pracy

Ok, o tej godzinie powinnam wychodzić do pracy żeby zdążyć. Rzeczywistość często jednak przygniata mnie na tyle, że wychodzę z 10 minutowym opóźnieniem. Oczywiście żeby wyrobić się w miarę na czas muszę biec SZYBKO, po drodze jeszcze SZYBKO zahaczam o sklep i SZYBKO wpadam do pokoju od razu z wejścia stwarzając pozory jakbym pracowała już przynajmniej od 15 minut.

7.45 – 15.45 pracuję (przebywam w pracy)

Stwierdzenie „lubię chodzić do pracy, lubię wracać z pracy… tylko te 8 godzin w międzyczasie strasznie mnie irytuje” doskonale pasuje do mojego światopoglądu. Niestety mimo ugruntowanych poglądów mam wiadomość konieczności pracy. Kiedy raz na jakiś czas tracę chęć siedzenia 8 godzin w nudnym miejscu na moje konto wpływa wypłata, która przypomina mi po co to robię.  Z natury nie jestem flegmatykiem, więc cokolwiek robię staram się robić SZYBKO. Nie potrafię celebrować pracy ani udawać, że jestem zawalona robotą (no, chyba, że faktycznie jestem nią zawalona). Staram się nie mieć zaległości i wszystko załatwiam SZYBKO. Cały dzień biegam i organizuję różne sprawy zawsze kierując się zasadą, że musi być nie tylko dokładnie, ale przede wszystkim SZYBKO!! Tak na wysokich obrotach mija mi 8 godzin pracy.

16.00 odbieram Motylkę ze szkoły

Szkoła Motylki jest stosunkowo blisko mojej pracy. Konkretnie jakieś 3 przystanki autobusem. W pośpiechu nie mam jednak czasu na czekanie na środki transportu, więc biegiem zasuwam ten dystans. Oczywiście SZYBKO, bo dziecko czeka. W szkole również nie ma czasu na pogaduchy. SZYBKO, SZYBKO pośpieszam Motylke, bo musimy biec do domu do Lejka, któremu mocz już prawie wychodzi uszami. Wpadamy zziajane i wychodzimy z psem na spacer. Lejek jest ruchliwy, więc wyrwany z domu biega jak szalony po całym osiedlu. A my za nim SZYBKO, SZYBKO żeby go nie zgubić.

16.40 dom

Po tym „relaksującym” spacerze wracamy domu. Motylka już od wyjścia ze szkoły informuje mnie, że jest głodna, więc SZYBKO biorę się za robienie obiadu. Godzina w garach. Podczas tego czasu asystuje mi Motylka, która opowiada mi o szkolnych przeżyciach, plotkach i sensacjach. Wszystko SZYBKO… po prostu naładowana emocjami po całym dniu w szkole wolniej nie potrafi.

17.30 wraca Małż

Jemy obiad. Małż zmywa, ja ogarniam dom. SZYBKO żeby była jeszcze choć chwila na odpoczynek. Zawsze wydarzy się jeszcze coś ekstra. Młoda przypomni sobie, że ma przynieść do szkoły jakieś kolorowe tkaniny, guziki, naczynka. Wtedy „odpoczywam” buszując po szafach i zakamarkach w poszukiwaniu „niewiadomoczego„.

19.00 odpoczynek

Odpoczynek, ale koniecznie taki na SZYBKO. Żeby każdą sekundę wykorzystać do maksimum. Poczytać, obejrzeć telewizję, pomalować paznokcie. Te wszystkie relaksujące czynności mogą mi zająć max 40 minut, bo przecież zaraz trzeba szykować się do kąpieli. Wciąż pokrzykuję żeby Motylka zaczęła sprzątać pokój, żeby spakowała plecak do szkoły, żeby nie zapomniała o pracy domowej itp. bo przecież zaraz kąpiel i spanie.

20.00-21.00 przygotowania Motylki do spania

Po tych 40 minutach „odpoczynku” zrelaksowana wyruszam na spotkanie z kąpielą Młodej. Cały czas oczywiście nawija jak katarynka. Skąd ona ma na to wszystko energię!? Kąpiel, czytanie książki, zaglądanie co jakiś czas żeby zgarnąć Motylkę od zabawek i jednak doprowadzić z powrotem do łóżka.

22.30 padam

To jest chwila na mój relaks. Kiedy już SZYBKO się wykąpię, SZYBKO przygotuję ciuchy na kolejny dzień, SZYBKO ogarnę mieszkanie po całym dniu mogę SZYBKO się położyć. Delektuję się wtedy błogim relaksem. Potem już tylko trzeba SZYBKO się wyspać, bo mój największy wróg – BUDZIK znowu zadzwoni o 6.00 rano i cały ten pośpiech zacnie się od początku.

Ciągle w biegu. Ciągle na czas. Jeśli prawdą jest, że gdzie się baba spieszy, tam się diabeł cieszy… to tam na dole muszą mieć ze mnie niezły ubaw.