Różne odcienie szarości, czyli „postawa obywatelska”…

Motylka jest małym człowiekiem. Człowiekiem jeszcze nie skażonym przez ten dziwny świat. Istotą rozumną, która podczas podejmowania decyzji kieruje się dziecięcym etosem, dziecięcą wiarą w to, że dobro zawsze wygrywa. Smerfy zawsze pokonują Gargamela, Scooby-Doo zawsze rozwiązuje zagadkę, a Gumisie wciąż pozostają górą nad „księciuniem” i jego Ogrami. Zawsze istnieje jasny i klarowny podział dobre-złe, czarne-białe. Wraz z dorastaniem, wraz z nabywaniem życiowego doświadczenia czarne i białe zaczynają zanikać a robią się jedynie różne odcienie szarości. JA-MATKA te wszystkie odcienie już świetnie poznałam i swą rodzicielską mądrością wprowadzam małą Motylkę w nową paletę barw.

Jednym z kroków w odkrywanie szarości tego świata stały się tegoroczne wybory samorządowe. W swym 6-letnim doświadczeniu życiowym Motylka uczestniczyła już w kilku głosowaniach. Te kojarzyły jej się jedynie ze skrzyneczką i wrzucaniem do środka dziwnych karteczek.

W tym roku było jednak inaczej. Ciekawa świata Motylka postanowiła zbombardować nas podczas śniadania serią wyborczych pytań. Niestety czarno-biała logika Motylki nieco kłóciła się z naszym szarym sposobem myślenia. Jak tu w jasny i klarowny sposób wytłumaczyć 6-latce, że osoby, na które głosujemy to wcale nie ucieleśnienie Króla Artura i Królowej Elsy. Jak wytłumaczyć, że w świecie dorosłych głosujemy nie zgodnie z wielkimi ideałami, ale zgodnie ze zdrowym rozsądkiem i wybieraniem „mniejszego zła”… JA-MATKA wraz z Małżem dość pokrętnie, ale na miarę naszych rodzicielskich możliwości tłumaczyliśmy wpychającej w buzie kolejne kanapki Motylce jakie są przepisy wyborcze w naszym kraju. Udało nam się nie zniechęcić młodej duszy do podtrzymywania tradycji obywatelskich. Motylka dumnie pomaszerowała wspierać rodziców w lokalu wyborczym.

Na szczęście nasze tegoroczne odpowiedzi na motylkowe pytania okazały się wystarczające, ale wiemy już, że przed kolejnymi wyborami musimy się lepiej przygotować…