Praktyczna – nieromantyczna

bath-585128_1280

Małż kupił Esquire  (takie Cosmopolitan dla facetów). Z ciekawością podkradam analizując czymże to „karmią” mężczyzn kolorowe gazety. Generalnie stek bzdur i spłycanie kobiet do zapatrzonych w siebie laleczek, które lecą jedynie na kasę i umięśnioną klatę. Dopóki Małż nie zacznie wierzyć w to co tam czyta nie zamierzam się przejmować.

Trochę się jednak zaniepokoiłam, bo wczoraj gazeta otwarta była na artykule „Zrób jej kąpiel”. Nie żebym miała cokolwiek przeciwko kąpieli. Przeciwnie. Kąpię się regularnie. Tylko jak wyczytałam jak miałaby wyglądać ta kąpiel według Esquire to trochę się przestraszyłam. W dużym skrócie :

1. Kilka kropli relaksującego olejku – Dr Irena Eris – 46 zł

2. świece zapachowe – Mo61 – 79 zł

3. Pachnący żel do mycia J’adore, Dior – 159 zł

4. Drink Martini Bianco z lodem, miętą i limonką

5. Na koniec wklepać w ciało kobiety delikatny balsam – Chanel 369 zł

Jak podliczyć te wszystkie przyjemności to 653 zł plus cena drinka!! Do jasnej cholery, ludzie mają kredyty … i to niektórzy nawet we frankach!! Jak Małż uzna, że Esquire to wyrocznia to puści nas z torbami.

Poza tym już widzę siebie moczącą się wannie z eterycznymi olejkami, odurzoną mdłym zapachem świec, sączącą drinka. Dla mnie kąpiel to przeprawa – tarcie gąbką, pumeksem i szczoteczką. Relaks mam kiedy wychodzę z wanny i smaruje się balsamem do ciała Nivea ( za 15 zł) , a następnie zanurzam się w pościeli. Nie chcę Chanel ani Dior. Chcę Nivea, Ziaja i kubek ciepłego mleka kiedy zalegnę przez telewizorem w miękkich kapciach.

Poza tym rzeczywistość nauczyła mnie analizować sprawy na trzeźwo. Znając życie jeśli już władowałabym się do tej wypełnionej atrakcjami wanny i oddała się błogiemu relaksowi już po 10 minutach usłyszałabym, że Młoda dostała gorączki, a Lejek narzygał na dywan w pokoju. Kiedy Małż ogarnął by rosnącą temperaturę Motylki oraz wytarł resztki kolacji psa miałby wklepywać we mnie jakieś balsamy za 369 zł?

Czy ja nie jestem romantyczna? Myślę, że jestem. Tyle tylko, że po 10 latach wspólnego życia romantyzm przechodzi na nieco inny poziom. Romantycznie jest kiedy wsuwamy lody tiramisu z jednego pojemnika i Małż mówi, że mogę wyjeść wszystkie ciasteczka. Romantycznie jest kiedy w sobotni poranek robi mi kawę próbując usypać na niej serduszko z kakao. Romantycznie jest kiedy Motylka jedzie do dziadków, a my możemy pooglądać Walking Dead pochłaniając sushi. Romantycznie jest kiedy kupuje mi bukiet kwiatów bez okazji i wcale nie musi za nic przepraszać! Romantycznie jest kiedy spacerujemy po parku trzymając się za ręce zerkając co chwila na dziecko i psa. Nie trzeba wklepać we mnie kosmetyków za prawie 700 zł żebym poczuła przypływ miłości.

Wyrwałam tą stronę z Esquire. Niby na potrzeby postu. Jeśli już kupił coś z listy to mam nadzieję, że zachował paragony i może zwrócić. Jeśli kupił tańsze odpowiedniki to też źle – znaczy, że wycenia mnie niżej. Gazety, filmy, seriale wszystko dyktuje nam jakieś dziwne standardy. Nie jestem Carrie Bradshav. Nie jadam codziennie w restauracji, nie sączę drinków i nie posiadam torebek Dolce & Gabbana czy Alexandra McQueen’a. Nie jestem slim ani fit. Jestem NORMAL.

Tak, więc na podbój mojego serca wyruszyć można z pudełkiem lodów tiramisu i obiecując masaż oliwką z Rossmana. Nie potrzebuję drogich prezentów i sztucznie napompowanej oprawy. Potrzebuję zwyczajnej miłości i czułości i nie trzeba przedstawiać mi faktur potwierdzających zaangażowanie. Główna bohaterka Seksu w wielkim mieście powiedziała:

„Najbardziej ekscytujący, wymagający i znaczący związek to ten, który masz ze sobą samą. A kiedy znajdziesz kogoś, kto potrafi to pokochać, wtedy jest po prostu zjawiskowo.”

Pozostanę więc nieromantyczna i rozsądna ciesząc się, że Małż zdaje się to akceptować. Niech dalej będzie zjawiskowo, ale w kapciach i z kubkiem mleka.