Nie lubię Walentynek!

Nie lubię Walentynek…

Nigdy ich nie lubiłam…

Nigdy nie widziałam ich sensu…

Komercha i kicz…

Znacznie przyjemniej byłoby obchodzić święto zakochanych w czerwcu… w noc świętojańską… kto wymyślił środek lutego?? Wszyscy opatuleni kurtkami jak pingwiny, od zimna człowiek nie ma czucia na twarzy, a ciemno robi się już o 16.00. Co kto lubi… Zresztą w ogóle tradycja obchodzenia jakichś sztucznych tworów świątecznych nigdy nie leżała w mojej naturze.

Tak się jednak stało, że poznaliśmy się z Małżem w okolicy Walentynek. Wcale mnie to nie cieszy, bo kiedy chcemy jakoś uczcić ten wyjątkowy dla nas dzień wszędzie jest tłok, setki czerwonych serduszek, baloniki, różyczki i pełno wszechogarniającego obciachu. Postanowiłam, więc w tym roku poświętować z tygodniowym wyprzedzeniem… w obliczy wspólnie spędzonych 11 lat tydzień wydaje się być niczym…

Uknułam tajny spisek i zorganizowałam opiekę dla Motylki. Szanowna Teściówka przygarnęła Motylkę na sobotnie popołudnie,a  ja zaprosiłam Małża do kina. Przy dzieciach czas tylko dla siebie to prawdziwy luksus, więc niespodzianka była wyjątkowo udana. Film „Siódmy syn”- repertuar wybierany pod Małża… taka bardziej młodzieżowa opowiastka, ale w sumie miło było się odmóżdżyć bez konieczności wgłębiania w fabułę. Kilka efekciarskim potworów, ale wszystko w klimacie, który dla mnie przypominał „opowieści z Narni”.

Wyjątkowo miły dzień. Spokojnie, na luzie obejrzeliśmy film, który nie był kreskówką, a to dla nas spore kinowe osiągnięcie… Chwile wcześniej zjedliśmy obiad analizując siedzącą obok parkę nastolatków, którzy nieudolnie pastwili się nad jedna porcją deseru… kwintesencja Walentynek… na siłę, nieporadnie, bez finezji… bo świat chce żeby było jak w filmie… bo trzeba będzie opowiedzieć koleżankom jak to się wspólnie delektowali tym jednym ciastkiem… dobrze, że mam te czasy już za sobą…

Bez spiny i bez ciśnienia. Przyjemny dzień. 11 lat razem… kiedy to minęło?? Ciekawe jak będzie za kolejnych 11 lat… oby tak samo…

Wiem Małżu, że to przeczytasz, bo jesteś przynajmniej tak samo wścibski jak ja…

więc napiszę, że Cię kocham…

tak jak 11 lat temu…