Nawet moje kolana nie popsuły świątecznej atmosfery

sundress-336590_1280

Przygotowałam się na świąteczne spotkania z rodziną. Założyłam szarą, prostą, ale elegancką sukienkę po to by jak zwykle usłyszeć kilka słów krytyki od wychowanej na własnej piersi żmiji:

Motylka: Jak Ty wyglądasz!? Kolana Ci widać! 

ja-Matka: Kochanie to normalna długość sukienki – sięga praktycznie do połowy kolana.

Motylka : Możliwe, ale to nie dla kobiety w Twoim wieku!

Trudno, musiałam znieść krytyczne spojrzenie mojej córki, która uznała, że w wieku 29 lat powinnam przywdziać worek jutowy i buty ortopedyczne. Takie już moje życie. Mimo porannych problemów ubraniowych w dalszym ciągu uwielbiam święta… spotkania z rodziną, pyszne jedzenie, podtrzymywanie tradycji, a przede wszystkim poświąteczny relaks. Nic nie cieszy mnie tak bardzo jak „nicnierobienie” po przygotowaniach do świąt i po kilku godzinach spędzonych na siedzeniu przy świątecznym stole.

Po dwóch śniadaniach wielkanocnych i świątecznej wizycie u prababci Motylki byliśmy tak wykończeni, że gotowi byliśmy przebierać się w dresy już w samochodzie. Na szczęście pohamowaliśmy swoje pierwotne instynkty i zmianę garderoby załatwiliśmy po przybyciu do domu.To był początek najwspanialszego fragmentu tradycji – odpoczynku.

Czynniki, które wpływają na błogość wypoczynku:

1. Dresy

Po całym dniu spędzonym w sukience, obcisłych rajstopach i szpilkach nic nie cieszy tak jak władowanie przejedzonego brzucha w rozciągnięte domowe dresy. Miękkość polaru to kwintesencja relaksu. Do tego ciepły kocyk i Lejek wyciągnięty przy boku i nic więcej do szczęścia nie potrzeba.

2. Telwizja

Nigdy nie ma w niej nic do oglądania. W święta jest ciut lepiej, a może poprostu mój stan wyczerpania jest tak wysoki, że jest mi wszystko jedno na co sie gapię. Małż może przez całą dobę oglądać Top Gear, a ja przepełniona sielsko – świąteczną atmosferą nie mam siły prostestować.

Telwizja Polska postanowiła umilić mi wieczór filmem „Marley i ja”. Dziękuję.

3. Książka

Jeśli tylko odzyskam czucie w rękach chętnie sięgam po książkę. W tym roku oddawałam się relaksowi przy biografi Astrid Lindgren. Wspaniale jest przecieść się do czasów właśnego dzieciństwa i dowiedzieć sie jakie były kulisy powstawania Dzieci z Bullerbyn. Motylka wpakowana w różowe dresy przeczytała cała Księgę zagadek Detektywa Pozytywki.

4. Resztki jedzenia

Nie trzeba nic gotować, nic przygotowywać. Wizyty w kuchni ograniczają się do wyciągania resztek. Jeśli ktoś z domowników jest głodny przetacza się w okolicach lodówki i wygrzebuje to na co ma ochotę. Cudowny stan. Wystarczy postawić sernik na zimno w zasięgu rąk Motylki i posiłki załatwione. Raz w roku dieta nie musi być zbilansowana. Może być bezsensowna i przesadzona. W imię relaksu.

Kiedy w poniedziałkowy poranek, w półśnie przeżyłam pierwszy atak Motylki uzbrojonej w pistolet na wodę przyświecała mi myśl, że przede mną jeszcze cały dzień odpoczynku. Uśmiech sam wymalował się na mojej przemoczonej twarzy.

Kocham święta.