Narodziny bestii

Ogarnął mnie bezlitosny stan nicniechciejstwa. Wszelkie oznaki wskazują na to, że związany jest on z comiesięcznym PMS-em… przeszłam fazę obżerania się słodyczami… przeszłam fazę rozpaczy, aktualnie przechodzę fazę totalnego wkurzenia na otoczenie… Jak zwykle jednak stan ten mnie zaskakuje i dobija.

Chwalebna antykoncepcja rozpieściła mój organizm… przyzwyczaiła do tego, że z uśmiechem na twarzy mija mi każdy kolejny cykl. Jednak ja-MATKA w końcu uznałam, że czas zakończyć etap łykania tabletek. Ileż w końcu można!? Do emerytury? Pewnie można, ale czas najwyższy spróbować jak wygląda życie przeciętnej nie objętej leczeniem hormonalnym kobiety… Tym sposobem mija już siódmy cykl, a ja co miesiąc na kilka dni zamieniam się w słodyczożerną, rozchwianą emocjonalnie bestię

Nie mam weny totalnie na nic, marudzę od świtu do nocy, a i przez sen zdarza mi się marudzić. Chyba to jakaś kumulacja z tych wszystkich lat kiedy to nie odczuwałam skutków ubocznych własnej kobiecości…

Nie chciałabym wyjść na histeryczkę, ale jednak z bliżej nieznanych mi przyczyn wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie…

1. Wczoraj robiłam żurek, przypadkiem dodałam tonę pieprzu i z czułością patrzyłam na Małża, który zachwyca się smakiem zupy zagryzając ja chyba całym bochenkiem chleba. Pewnie nie chciał się narażać… przełknął i cieszył się, że przeżył.

2. Rano nie zadzwonił budzik, więc zaspałam. Obolała musiałam, więc uskuteczniać bieg do pracy…

3. Przed wstawieniem prania zapomniałam sprawdzić motylkowe kieszenie i gdy wyjmowałam uprane ciuchy okazało się, że całe powleczone są warstwą paprochów z wypranych chusteczek higienicznych…

Jednym słowem za cokolwiek się zabiorę, to mam pod górkę. Tak sobie myślę, że jednak całkiem przyjemnie jest mieć na co zwalić winę za swoje niepowodzenia. Bo przecież nikt nie będzie dyskutował z kobieta przed okresem… 🙂

Tak mi mija ten tydzień, w tej wielkiej nieporadności i nicniechciejstwie… w końcu się ogarnę i napiszę coś konstruktywnego na blogu, ale póki co jeszcze sobie ponarzekam ze dwa dni… BO TAK!!!