Motylka nie chce spać

Moja kochana Motylka z zaangażowaniem dba o to bym Ja-MATKA nie musiała uskarżać się na nudę. Motylka jako wyjątkowy bystrzak nigdy nie czuła potrzeby marnowania czasu na sen. Zawsze było coś ciekawszego do robienia, a 10 minutowe leżakowanie pozwalało Motylce naładować akumulatorki na kolejną wielogodzinną zabawę.

Pamiętam te chwile gdy wychodziłam z Motylką niemowlaczkiem na spacer i z zazdrością patrzyłam na plotkujące na ławeczce matki, które dbały tylko o to aby ich śpiące dziecko było przykryte. Niestety łykając łzy mijałam te miłe Panie i szybki marszem biegłam w kierunku ruchliwej ulicy. Jakikolwiek postój, jakakolwiek nuda, jakiekolwiek zachwianie kroku kończyło się wrzaskiem Motylki. Tym oto sposobem Ja-MATKA (może niezbyt w tamtym czasie normalna) metodą prób i błędów wypracowałam nowatorska technikę usypiania dziecka. Szum ruchliwej warszawskiej arterii  pozwalał Motylce zasnąć… a wtedy Ja-MATKA niczym jadące na sygnale radiowóz biegłam co sił w kierunku domu. Bezszelestnie wyjmowałam Motylkę z wózka, przekładałam do łóżeczka (ciągle strofując Lejka żeby za głośno nie oddychał) i oddalałam się do kuchni. Tym oto sposobem, poprzez wielki wysiłek i ciężką walkę mogłam doczekać jedynej motylkowej drzemki. Oczywiście nie trwała ona długo (max 1,5 godziny), ale i tak warto było aby wypić spokojnie herbatę czy w spokoju ugotować zupę dla Motylki.

Czar drzemek minął bardzo szybko. Już niespełna 2-letnia Motylka dosadnie dała mi do zrozumienia, że nie jest spaniem w ciągu dnia zainteresowana. Przestałam uskuteczniać „uliczny bieg po zdrowie” i poddałam się decyzji losu. W przedszkolu Motylka szybko dała się we znaki Paniom, które po najmłodszej grupie szybko zdecydowały o przeniesieniu Motylki do grupy III, w której leżakowań już nie było.

Na szczęście jednak Motylka ładnie spała nocami… bez specjalnego szaleństwa, ponieważ godzina 7.00 rano to absolutne max jej porannych możliwości, ale przynajmniej nie serwowała nam nocnych pobudek.

Kiedy Ja-MATKA radowałam się, że Motylka ładnie przesypia noce los znowu postanowił ze mnie zadrwić. Od około miesiąca Motylka jest spaniem zainteresowana jeszcze mniej. Każdej nocy budzi się po około 5 godzinach snu, wpada do naszej sypialni i informuje nas, że ona się już w zasadzie nie jest śpiąca. Niestety mimo wielkiej matczynej miłości jest we mnie również potrzeba regeneracji, a 2.00, 3.00 lub 4.00 nad ranem nie są dla mnie najlepszymi godzinami na rozpoczęcie dnia. I tak co noc, gdy wszyscy normalni ludzie jeszcze śpią ja, na przemian z Małżem przekonujemy Motylkę, że jeszcze nie jest pora wstawania, że jeszcze chwilę trzeba pospać. Po godzinie, półtorej  Motylka w końcu zasypia, a rano siłą musze ją zwlekać z łóżka…

Przeczytałam już chyba wszystkie artykuły na temat dziecięcego snu. W tym wieku organizm potrzebuje 9-11 godzin odpoczynku. Niestety Motylka chyba tych publikacji nie czytała, bo zdecydowanie wystarcza jej 7-8 godzin.

Taki już widać mój los… może wyśpię się na starość??