Miłość do służby zdrowia czy hipochondria?

blur-flowers-home-1093

Ostatnie dwa miesiące okazały się sztuką przetrwania wśród labiryntów polskiej służby zdrowia… Przeczesywałam bezkresne szpitalne korytarze w celu uzyskania pomocy dla dziecka. Trzykrotne pobyty w szpitalu wśród bardzo miłych „cioć pielęgniarek”, wśród nieco znudzonych mało ciekawą chorobą lekarzy, wśród rozdartych dzieciaków z mniej lub bardziej ciężkimi chorobami spowodowały, że moja Motylka zaczęła przejawiać niebezpiecznie duże zainteresowanie sprawami medycznymi. Po okropnie długiej nieobecności w poniedziałek pomaszerowała na kolejną przygodę z „zerówką szkolną”. Dumna jak paw wkroczyła w szkolne progi, a JA- MATKA natychmiast dostrzegłam pewien niepokojący fakt…

Gdy wczoraj Motylka wróciła do domu powiadomiła mnie, że „piła z Panią Grażynką herbatkę rumiankową”… przeanalizowałam w głowie znane mi imiona Pań i jakoś nie przypominałam sobie Pani Grażynki…. Ku mej rozpaczy okazało się, że słynna Pani G, z którą me dziecko zgłębia tajniki parzenia herbat to…. Szkolna Pielęgniarka. Po chwili namysłu przypomniałam sobie, że również w poniedziałek słyszałam coś o Pani G, która to skutecznie oblepiła Motylce całą dłoń metrami plastrów pod którymi znalazłam 4 milimetrową rysę na palcu. Motylka twierdziła oczywiście, że rana była niezwykle skomplikowana i wymagała natychmiastowej pomocy lekarskiej. Okazało się, że herbata rumiankowa była wynikiem bólu brzucha, bólami głowy i … uwaga… bólem policzka, z którymi to Motylka trafiła wczoraj do gabinetu lekarskiego. Zbawienne ziółka uleczyły Motylkę z nieznaną mi dotąd mocą i tak po cudownym uleczeniu powróciła na zajęcia szkolne.

Pani G to nie jedyny problem… 6 latka chyba nie powinna używać słów : wenflon, stetoskop, rezonans, antybiotyk w swoim codziennym słowniku. Nie powinna chyba przed rozpoczęciem zabawy mierzyć ciśnienia jakiemuś misiowi…

Mam wrażenie, że staję się świadkiem tego jak rodzi się hipochondria i w związku z powyższym stwierdzam, że mówię temu stanowcze NIE! Wraz z mym Małżem obmyślamy strategię działania i robimy wszystko, aby znajomość z Panią Grażynką nie przerodziła się w przyjaźń. Póki obie amatorki herbaty rumiankowej nie są jeszcze po imieniu postaramy się unikać rozmów medycznych. A Motylka dostała dziś ode mnie zadanie domowe… poprosiłam aby dzisiejszy dzień był dniem bez bólu… dajmy w końcu Pani Grażynce odpocząć…