Kto je frytki ten jest brzydki!

WP_20150503_09_36_30_Pro

Właśnie mija majówka. Grill- tłuste kiełbasy, kaszanki, ociekające od gotowych marynat karkóweczki itp. rarytasy dominowały w menu Polaków. Wszystko udoskonalone napojami gazowanymi, zagęszczonymi sokami albo smakowymi wodami. Jeżeli do jadłospisu przedostało się jakieś warzywo na pewno musiało być wzbogacone lekką spalenizną grilla. To tradycja narodowa.

Dziś kiedy majówka dobiega ku końcowi z przyjemnością przedstawiam Wam książkę, która będzie doskonałą przeciwwagą dla obolałych z przejedzenia brzuchów. Po jej przeczytaniu z pewnością nabierzecie ochoty na świeżą wodę albo zdrowy kefirek.

„Walenty i spółka” – kryminał dietetyczny. Monika Oworuszko. Wydawnictwo Mobuki.

WP_20150503_09_31_31_Pro WP_20150503_09_35_52_Pro

Książka skierowana jest do najmłodszych czytelników ( 6+ ), w nich cała nadzieja. Każdy rodzic marzy o tym aby jego dziecko upomniało się o soczysty owoc, aby na podwieczorek chętniej schrupało świeżą marcheweczkę niż  słodkiego batona, aby na śniadanie poprosiło o owsiankę zamiast polanych mlekiem UHT kalorycznych płatków czekoladowych. Aby to osiągnąć należy dzieciom tłumaczyć na czym polega przewaga zdrowych produktów nad napompowanymi konserwantami zapychaczami. W tej walce jesteśmy jednak nieco osamotnieni. Reklamy telewizyjne, kolorowe gazetki, czy wystawy sklepowe nakłaniają raczej do kupowania słodyczy, chipsów, szybkich przekąsek. Nie reklamuje się jabłek, ananasów czy selera naciowego. Ciężko, więc być uważanym za autorytet skoro z każdej strony wszyscy inni „eksperci” polecają pyszne, cudowne i super kolorowe świństwa.

Do walki o zdrowie naszych dzieci ruszyła Monika Oworuszko – autorka książki „Walenty i spółka”. Już tytuł z okładki informuje nas, że będzie to kryminał dietetyczny. Nic dodać nic ująć. Ktoś wreszcie znalazł sposób na to aby w zabawny i sympatyczny sposób opowiedzieć o zaletach zdrowego żywienia.

Miejscem akcji jest sklep osiedlowy – taki jakich wszędzie pełno. Oczywiście właściciel nastawiony jest na zysk, a już na pewno nie na propagowanie zdrowego żywienia. Z tego też powodu reklamuje przede wszystkim chipsy, gazowane napoje i słodycze, które na przeciętnego klienta czają się na każdym rogu, a zmasowany atak wykonują przy samej kasie. Sklep opanowany został przez Tęgormia Tłuszcza oraz Walentego Węglowodana – Ci dwaj panowie toczą zaciętą walkę o to by znaleźć się w koszyku z zakupami. Na wszystko nie może patrzeć Wera Woda, która posuwa się do wezwania Detektywa Dietetycznego. Jego pojawienie się wzbudza powszechny strach. Właściciel sklepu odwołuje świeżą dostawę chipsów i z przerażeniem czeka na efekty pracy detektywa. Tęgomir i Walenty przekonani o własnych niedoskonałościach wpadają w panikę. Ze wszystkiego śmieje się Błażej Białko, który liczy na to, że wreszcie on obejmie panowanie w sklepie.

WP_20150503_09_32_14_Pro WP_20150503_09_32_39_Pro

Detektyw zwraca uwagę na to, że każda grupa żywieniowa jest niezwykle cenna i ważna. Istotna jest jednak jakość wybieranych przez nas towarów. Uczy mieszkańców sklepu jak być lubianym przez klientów a jednocześnie zdrowym. Publikowane przez niego raporty przepełnione są cennymi radami, które z łatwością zapamięta każde dziecko. „Biała buła cię zamula – po razowym wszystko hula!”, „Gdy masz wypić czegoś szklankę, wybierz kefir lub maślankę!”, „Bądź mądry jak ptaszek – jedz ziarna i kasze!”. W książce jest wiele innych wpadających w ucho haseł, które rozśmieszają dziecko i wchodzą do codziennego słownika.

Jakie są efekty kontroli detektywa? Jak jego raporty wpływają na właściciela sklepu? Czy Wera Woda wreszcie odzyska utraconą pozycję w sklepie? Czy Błażej Białko na pewno jest bez zarzutu? Czy Walenty Węglowodan i Tęgomir Tłuszcz zmienią swoje zachowanie? Czy dzieci robiące w sklepie zakupy – Kasia i Krzyś zaczną wybierać zdrowe przekąski? Na te wszystkie pytania znajdziecie odpowiedź w książce. Autorka -Monika Oworuszko wprowadzając masę przezabawnych postaci zachęcających do poszerzenia diety dziecka. Bo kto nie chciałby zjeść Gerarda Granata czy Marthy Maracui? Całość wzbogacona jest o piękne ilustracje autorstwa Małgorzaty Banaś – Domińskiej, które jeszcze bardziej przybliżają czytelnikowi opisywane sytuacje.

WP_20150503_09_34_07_Pro WP_20150503_09_34_49_Pro

Na szczęście przedstawiona powyżej książka to jedynie pierwsza część cyklu, który ma zachęcić dzieci oraz rodziców do zastanawiania się nad zawartością własnego talerza. Polecam wszystkim, którzy rozumieją, że człowiek jest tym co sam je, a energia i zdrowie nie biorą się z batoników ale z owoców, warzyw i świeżej wody. Książka podzielona jest na krótkie rozdziały, które ułatwiają dziecku samodzielne czytanie.

Mała uwaga na koniec – postać Detektywa zasugerowała Motylce, że pojawi się jakaś wielka tajemnica, zbrodnia albo zagadka. Nie ma tu niczego na miarę Sherlocka Holmesa. Sprawa dotyczyła badania produktów żywnościowych, a postać Detektywa pomaga odkrywać tajemnice jakie skrywa w sobie jedzenie. To jedyne rozczarowanie mojej wielkiej miłośniczki kryminałów, dla której zawsze i wszędzie powinna być wielka zagadka. Nie mniej jednak z niecierpliwością oczekujemy na kolejne części – a chyba będzie się działo, bo zapowiedź z książki głosi, że postacie ze sklepu wybiorą się w podróż po świecie. Walenty i spółka to wyjątkowa drużyna, więc wypuszczenie ich na wielkie wody może być ciekawym doświadczeniem żywieniowym.

WP_20150503_09_32_51_Pro WP_20150503_09_34_36_Pro

Recenzja Motylki : To była fajna książka. Najbardziej podobała mi się Wera Woda, ale fajne były wszystkie postaci. Trochę szkoda, że nie było zagadki, bo jak zobaczyłam, że będzie detektyw to myślałam, że będzie jakaś tajemnica. Dowiedziałam się dużo mądrych rzeczy. Nawet spróbowałam wypić trochę maślanki, bo było napisane, że „Na mocne kolanka – najlepsza maślanka!”, ale ta maślanka nie bardzo mi jednak smakowała. Ja piję bardzo dużo wody i lubię owoce i warzywa. Chipsów prawie nie jem, a teraz wiem, że one są bardzo niezdrowe. Książka była śmieszna i było w niej dużo śmiesznych krótkich rymowanek i dużo fajnych postaci.