Księżniczki i ich potrzeby fizjologiczne

roe-deer-423597_1280

Czytelnicy facebooka wiedzą, że borykam się z problemem stroju sarenki. Motylka otrzymała rolę w przedstawieniu pod roboczym hasłem „Witaj zimo”… tak, tak… zimo… z dyskusji, która wywiązała się na fb wiem, że nie jest to nic dziwnego i szkoła mojego dziecka nie odstaje od pozostałych placówek edukacyjnych. Niektóre czytelniczki są świeżo pod Dniu Dziadka a inne oczekują jeszcze na Jasełka. Nie należy być, więc zaskoczonym, że zimę będziemy witać w marcu. O pożegnaniu nic jeszcze nie wiem… może koło lipca?

Fabuła tego dramatu zakłada, że mała sarenka ( w oryginalnym scenariuszu miały być dwie sarenki, ale jedna się rozchorowała) jest w tarapatach i ratuje ją stado poczciwych bałwanów. Motylka jest sarenką… (choć w zaistniałej sytuacji chyba powinna być dwugłową sarenką). Gromadzę, więc pomysły i materiały na samodzielne wykonanie stroju, w którym moje dziecko nie będzie wstydziło się wystąpić.

Cała sytuacja skłoniła mnie do refleksji nad strojami. Bale karnawałowe, bale andrzejkowe, imprezy z okazji Halloween, przedstawienia szkolne, Jasełka… to wszystko okazje do tego aby dziecko mogło wystąpić w jakimś ciekawym stroju. Z przykrością stwierdzam, że w tym temacie nie mam lekko.  Podczas gdy moja Motylka zostaje obsadzona w roli „niedźwiedzia polarnego”, „sowy”, czy jak obecnie „sarenki” dziecko mojej koleżanki corocznie jest w przedstawieniu „dzieckiem”, „panią”, „staruszką”… Gdzie tu sprawiedliwość dziejowa? Podczas, gdy ona zastanawia się jakie koraliki zarzucić na szyję córki do roli „pani” ja rozwalam  wszystkie wełniane czapki montując ogonek sarenki…

Trudno… przełykam ślinę i staram się nie denerwować.

Niestety również Motylka nie lubi mieć zwykłego stroju. Już w drugiej grupie przedszkola stanowczo powiadomiła mnie, że NIE CHCE BYĆ KSIĘŻNICZKĄ! Uznała, że księżniczki są nudne i uwaga…. robią kupę przez okno… Czasy średniowieczne obfitowały niestety w problemy z kanalizacją, o czym zapewne Motylka dowiedziała się z jakiejś książki czy bajki (prawdopodobnie „Była sobie historia”). Chyba zbyt mocno zobrazowała sobie ten temat, bo nigdy nie marzyła o zostaniu księżniczką. Tym sposobem kilka razy w roku muszę wznosić się na wyżyny wyobraźni organizując nowe kostiumy…

Podczas gdy wszystkie koleżanki Motylki są księżniczkami lub wróżkami ona musi być wiedźmą, motylem albo określonym gatunkiem kota. Gdzie te czasy kiedy dziewczynki były krakowiankami i gimnastyczkami?? Całe lata występowałam na balach karnawałowych w jednej sukience i tylko dodatki decydowały o tym czy jestem królową, damą czy panią nauczycielką. W dodatku ich potrzeby fizjologiczne zupełnie mnie nie obchodziły.

Czasy się zmieniają… wymagania rosną…

Z przykrością stwierdzam jednak, że łatwiej znaleźć w internecie gotowy kostium pietruszki albo teletubisia niż swojskiej sarenki…