Książki mojego dzieciństwa…

book-316410_1280

Wczoraj wieczorem nawiązała się w naszym domu dyskusja na temat książek. Nie byle jakich książek… Wspominaliśmy z Małżem lektury naszego dzieciństwa. Motylka z zapartym tchem słuchała i dopytywała o fabułę. Stwierdzam z radością, że rokuje całkiem nieźle 😉 Postanowiłam podzielić się z Wami zachwytami mojego dzieciństwa…

„Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren. Nie muszę chyba nawet tłumaczyć co jest powodem umieszczenia tej książki na pierwszym miejscu. Jak dziś pamiętam zabawę w stogach siana albo magiczną opowieść o tym jak Lisa otrzymuje w prezencie urodzinowym własny pokój. Wychowywana w wielkim mieście mogłam tylko wyobrażać sobie tego typu zabawy. Przyznam, że nawet teraz czasami sięgam po „Dzieci z Bullerbyn” i czytam je Motylce albo przypominam sobie ukochane fragmenty.

„Pollyanna”  Eleanor H. Porter , „Heidi” Johanny Spyri, „Ania z Zielonego Wzgórza”  Lucy Maud Montgomery. Czyli „Święta Trójca” opowieści o osieroconych dziewczynkach, których życie nagle się odmienia. Wszystkie trzy są przepełnione pasją do życia i wielką energią. Czerpią z otaczającego świata pełnymi garściami. Wszystkie zostają wyrwane ze swojego dotychczasowego życia i wrzucone w nową rzeczywistość. Pokonują przeciwności losu, a przy tym dokonują wielkich przemian w otaczających ich ludziach. Heidi przywraca człowieczeństwo w dziadku,  Pollyanna ujarzmia despotyczną ciotkę, a Ania skutecznie przewraca do góry nogami życie statecznej Maryli i jej męża Mateusza. Ckliwe i nieco naiwne opowieści o tym, że gadatliwością i entuzjazmem można zmienić świat… ale dorastającej dziewczynce właśnie takie optymistyczne i lekkie historie są potrzebne.

„Mikołajek” René Goscinny’ego zilustrowany przez Jean-Jacques’a Sempé. Do dziś katuję Motylkę książkami o Mikołajku. Uwielbiam ten sposób pisania. Świat widziany oczami kilkuletniego chłopca i bandy jego przyjaciół… pół żartem – pół serio. Teraz z perspektywy rodzica czyta mi się to jeszcze lepiej. Bo nikt nie potrafi ocenić dorosłego świata w tak celny sposób jak 8 letni chłopiec. Krótkie humorystyczne opowiastki o codziennym życiu. Bez udziwnień i fantastyki. Dowód na to, że nie trzeba być Harrym Potterem żeby mieć wpływ na czyjeś życie. Cudownej treści towarzyszą boskie, minimalistyczne ilustracje. Kilka prostych kresek od razu poprawia humor.

luneburg-heath-431792_1280„Tajemniczy ogród” Frances Hodgson Burnett. Po przeczytaniu kilku pierwszych stron można byłoby pewnie wpisać tę książkę obok Heidi, Pollyanny i Ani z Zielonego Wzgórza. Schemat ten sam… osierocona dziewczynka zesłana na prowincję odmieniająca losy zgorzkniałych domowników. Dochodzi jednak element wielkiej tajemnicy, mistycznej siły natury oraz sekretów jakie skrywa nowy dom Mery Lennox. Czytałam z wypiekami na twarzy… była to chyba jedna z pierwszych książek, które  „pochłonęłam” w jeden dzień. Gdy zamknę oczy wciąż czuję zapach powietrza nad malowniczymi wrzosowiskami…

„Bracia Lwie Serce” Astrid Lindgren. Dosyć ciężka książka, która dotyka tematu umierania. Opowieść o dwóch kochających się braciach. Po śmierci trafiają do fantastycznej baśniowej krainy, w której toczą walkę z nadprzyrodzonymi mocami nieczystymi. Nigdy nie byłam fanką literatury fantasy… ale Bracia Lwie Serce mnie zauroczyli. Czytałam chyba dwa razy z rzędu, bo po pierwszym razie miałam jeszcze więcej pytań. Książka trochę trudna, ale bardzo potrzebna… z niewyjaśnionych przyczyn głęboko wryła się w moją pamięć.

„Spotkanie nad morzem” Jadwiga Korczakowska. Pierwsza lektura szkolna, która przeczytałam z przyjemnością. Przyjemna opowieść o przyjaźni dwóch dziewczynek. Bohaterki spotykają się nad morzem podczas wakacji i rodzi się między nimi ogromna przyjaźń. Jedna z nich jest niewidoma co dodatkowo urozmaica fabułę książki.

„Szatan z siódmej klasy” Kornela Makuszyńskiego czyli tajemnica z czasów napoleońskich rozwiązywana przez rezolutnego nastolatka – Adama. Wstęp do mojej fascynacji kryminałami. Myślę, że wszelkie upodobania literackie pracoholiczki ukształtowała ta właśnie książka. Przeczytana od deski do deski z potrzebą natychmiastowego rozwiązania wielkiej tajemnicy.

„Jeżycjada” Małgorzaty Musierowicz- seria, w którą szybko dałam się wciągnąć. Opowieści o losach rodziny Borejków. Bardzo ciekawa formuła, bo każdy tom opowiada o innej osobie. To jak serial telewizyjny. Jak się zacznie to ciężko skończyć. Według mnie obowiązkowa pozycja dla 12-13 latek :)

 

Prawdopodobnie mogłabym spokojnie wymienić jeszcze kilka a nawet kilkanaście tytułów. Te jednak szczególnie mocno utkwiły w mojej pamięci. Teraz gdy analizują tę listę wyłania mi się obraz ckliwej duszy, którą tak naprawdę wcale nie jestem….

Być może w głębi serca jestem jednak szlochającą romantyczką…

a może po prostu przeciwieństwa się przyciągają??

Mam nadzieje, że Motylka również sięgnie po te książkowe „hity”. Według mnie są to tytuły ponadczasowe i zaspokoją marzenia i tęsknoty każdej dorastającej dziewczynki… Zapewne w jakimś stopniu te właśnie książki ukształtowały moją osobowość, a już na pewno miały ogromny wpływ na literackie fascynacje dorosłej pracoholiczki…. Ale o tym  napiszę innym razem… :)

old-books-436498_1280