Katarze wynocha!

boy-447701_1280

Dlaczego dzieci zazwyczaj chorują przed weekendem lub w trakcie weekendu? Wybierają taki czas, w którym do lekarza trzeba jechać hektary, bo jest późny wieczór albo sobota… Tak, tak wiem, w tygodniu nakręceni adrenaliną, stresem lub w przypadku dzieci po prostu wspaniałym humorem i bujnym życiem szkolnym nie mamy czasu na chorowanie. Nadchodzi weekend i nasz organizm stwierdza, że nudę wykorzysta na eksplozję mikroustrojów chorobotwórczych. Z drugiej strony, czy właściwie jest dobry czas na chorowanie? Zawsze jest zła pora i złe miejsce… Mogło by się to przeziębienie chociaż jakoś zapowiadać, anonsować… chociaż wstępnie ustalić termin przybycia. Jak powiem szefowi, że znowu idę na zwolnienie to przecież biedny dostanie wylewu…

Nie chcę oczywiście krakać, ale Motylka wczoraj wróciła ze szkoły z lekką chrypą… doświadczenie nauczyło mnie, że na chrypie raczej się nie kończy, więc muszę poczynić wstępne przygotowania do weekendu. W planach była co prawda wycieczka na zamek w Czersku i wizyta w kinie (Asterix i Obelix: Osiedle bogów)… ale plany są oczywiście tylko od tego aby je zmieniać. Tym sposobem zamiast Czerska będzie rosół, syrop z cebuli i maść majerankowa pod nos. Kupiłam nawet dwie książki, bo przecież ciężko przewidzieć w jakim stadium rozwoju chrypy Motylka będzie po powrocie ze szkoły…

Niestety oglądam dzieci, które przychodzą na zajęcia z glutami do pasa… rodzice jeszcze w szatni upychają w te biedaki jakieś syropy, próbują nakłaniać wychowawcę do podawania antybiotyku  (który dziecko bierze podobno tylko „profilaktycznie”). Innym tłumaczeniem jest oczywiście nieśmiertelna całoroczna alergia nie wiadomo na co. Tym sposobem wystarczy dwójka zainfekowanych „zombiaków” w grupie. „Zombiaki” napchane Nurofenem zasuwają do szkoły aby reszta dzieciaków również łapała katar. Brak wyobraźni, czy własna wygoda? Ech…

Gdzieś kiedyś… pewnie w jakiejś książce z legendami i baśniami czytałam, że przychodzi taki moment w życiu dziecka, w którym nie każdy katar zamienia się w przeziębienie. Może to ten czas i to miejsce? Może te legendy wreszcie ożyją? Podobno starsze dzieci już tak nie łapią infekcji… ach czekam ze wzruszeniem i z niecierpliwością…