Ja nie zrobię?!

Każdy kto mnie zna wie, że są dwie rzeczy, których nie znoszę robić… jest to szycie oraz prasownie. Oba te zajęcia napawają mnie szczerą odrazą i staram się unikać ich jak ognia. Uważam się za mistrzynię w kupowaniu niegniotących się ubrań, a każdy podarty ciuch od razu przechodzi do kategorii „nie nadający się do noszenia”. Kiedy jednak Motylka oglądała w telewizji jakiś program o samodzielnie wykonywanych zabawkach nastał moment mojej kapitulacji. Motylka zapragnęła mieć taką „handmade” lalkę… Moje zdolności krawieckie pozostawiają wiele do życzenia, ale wrodzona ambicja nie pozwalała na przyznanie do braku stosownych umiejętności. Rzuciłam się, więc na przybornik do szycia (tak, tak posiadam takowe „coś”… przykryte było co prawda warstwą kurzu, ale okazało się być nieźle zaopatrzone).

Wykopałam z otchłani szafy:

  • kolorową flanelową pieluchę,
  • końcówkę do mopa sznurkowego,
  • dwa guziki,
  • kolorowe nitki,
  • sznurówkę,
  • kokardkę
  • opakowanie waty do wypchania lalki.

WP_20150123_13_23_54_ProNawet nie przypuszczałam, że jest to tak łatwe i przyjemne zajęcie. Oczywiście wciąż bolą mnie palce, ale efekt końcowy jest nie najgorszy. Naszej handmade Zuzi dużo brakuje do pięknych dostępnych w profesjonalnych sklepach lalek, ale sam fakt, że to nasze własne niepowtarzalne dzieło dodaje jej uroku. Od razu wytłumaczę, że Zuzia nie posiada nóg… jest to bowiem lalka przystosowana do roli kukiełki (taka przynajmniej jest wersja oficjalna… ). Jest przyjemna w przytulaniu i wygląda dość. solidnie Przeszła już wstępną kontrolę jakości Motylki i udało jej się nie rozsypać…

Tym sposobem przedstawiam Zuzannę… lalkę, która jest dowodem na to, że nawet mimo braku umiejętności można spróbować zrobić jakieś rękodzieło. A co, JA NIE DAM RADY!!?? 🙂