Dylematy miłosne 6-latków

puddle-114348_1280

Matko kochana, są takie dni, że już 5 minut po wstaniu z łóżka ma się wszystkiego dość!

Budzik znowu nie zadzwonił (albo zadzwonił, ale znowu nie usłyszałam)…

ręce się telepią z pośpiechu, więc tusz do rzęs rozmazany jest wszędzie tylko nie na rzęsach…

w drodze do kuchni przenikliwy jęk Lejka (cholera, znowu go podeptałam)…

pozornie dzień zapowiada się kiepsko, ale jednak wtedy dzieje się coś co zmienia bieg dziejów i poprawia humor…

ja-MATKA walcząca z włosami, z dżinsami, z gwałcącym moją nogę Lejkiem zostaję nagle zaskoczona pytaniem.

 

Motylka: Mamo, czy myślisz, że ładnie wyglądam?

ja-MATKA: Tak, wyglądasz pięknie.

Motylka: Bo wiesz mamo, ja się chyba spodobałam Wojtkowi…

ja-MATKA: uuuu… a skąd wiesz, powiedział Ci to?

Motylka: nie, nie… ale wiesz, wczoraj na dworze popchnął mnie w kałużę, a na obiedzie usiadł obok mnie i cały czas chlapał na mnie zupą…

 

No tak… typowe oznaki zakochania. Typowe oczywiście dla 6-latków…. Człowiek ma wrażenie, że puszcza dziecko do zoo, do klatki z szympansami. Chwała Bogu, że na obiad była jakaś warzywna zabielana śmietaną (przynajmniej doprałam bluzkę)… jak będzie barszcz to uciekaj dziecko na drugi koniec stołówki, bo jak się Wojtek rozchlapie, to nawet Vanish nie pomoże.

Pomimo moich problemów z plamami kontynuowałyśmy te miłosne dyskusje. Dowiedziałam się, że Wojtek jest jednym z tłumu „adoratorów”. Chwilowo wyszedł na prowadzenie, ale tylko dla tego, że Jasiek jest chory i nie chodzi do szkoły. W kwestii nie chodzenia do szkoły Motylka powiadomiła mnie, że również Pola jest nieobecna, bo tu cytat: „wzięła sobie urlop od szkoły”. W związku z jej absencją zapewne adoratorzy Poli będą zmuszeni obstawić na stołówce inne koleżanki z klasy. Wiem już wszystko… kto i z kim. Dziewczyny sprawnie podzieliły się męskim arsenałem niczego nieświadomych chłopców.

Czad, po prostu uwielbiam takie dyskusje. Przypomina mi się własne przedszkole i te pierwsze zauroczenia. Jak kolega podciął mi nogę to byłam w siódmym niebie… bo przecież nie dało się jaśniej powiedzieć, że mnie lubi. Wspaniale, że mimo zmiany czasów, rozrostu technik elektronicznych i pojawienia nowych technologii te wszystkie „końskie zaloty” utrzymują się na stałym poziomie. Jest jakieś jedno constans w epoce zmian i różnic pokoleniowych.

Tym sposobem wstępnie uświadomiona przez własne dziecko poszłam do pracy we wspaniałym humorze. Bo jak tu się nie cieszyć!? 6 letnia kobieta z krwi i kości ma standardowe problemy w relacjach damsko-męskich. Jest w wieku, w którym moja matczyna porada jeszcze zaspokaja jej dziecięce potrzeby.

Szykuje się piękny dzień…