„Dwie kreski” czas start

pregnancy test

Biłam się z myślami. Napisać? Nie napisać? To jeszcze tak wcześnie. To dopiero 5 tydzień. Nauczona wieloma problemami, które zafundowała mi ciąża z Motylką zakładam wszystkie – również te gorsze scenariusze. Stwierdziłam, że blog może spełniać funkcję terapeutyczną. Jeśli nawet nic z tego nie wyjdzie – te doświadczenia i przemyślenia mogą stać się pocieszeniem dla innych. Mogą stać się miejscem wylania moich emocji. Blada druga kreska, dwa testy z krwi oraz usg nie mogą się mylić.  Tak, więc wczoraj po wizycie u ginekologa postanowiłam zwierzyć się moim czytelniczkom. Co będzie dalej pokaże życie. Póki co jest koktajl strachu i szczęścia.

Strasznie to wszystko dziwne. Przecież wiem skąd się biorą dzieci. Ba, nawet staraliśmy się o dziecko. Po roku nieudanych prób zwyczajnie postanowiliśmy zrezygnować. Właśnie wtedy – w momencie, w którym ułożyłam już inny scenariusz na życie los postanowił pokazać mi gdzie mogę sobie „wsadzić” te swoje plany. Dwie kreski i tysiące myśli na minutę. Dwie kreski i scenariusz trzeba pisać od początku. Dwie kreski i dziesiątki reakcji.

Małż wciąż chodzi z przygłupim uśmiechem na twarzy. Radośnie mnie poklepuje i zalotnie puszcza oczka. Tak jakby chciał powiedzieć „haha, mamy swój super fajny sekret”. „Banan” na twarzy i bijący od niego optymizm. Skąd on to w sobie bierze? Ja wciąż nie dowierzam. Wciąż mam szaro – czarne myśli – głównie obawy i strach. Tymczasem mam wrażenie, że on dziś już zacznie przeglądać internet w poszukiwaniu idealnego wózka lub fotelika samochodowego.

Tatuś – tatuś jest kochany. Nie zawiódł. Takiej reakcji córka oczekuje od ojca. Wielgachny uśmiech i bijąca od niego radość. Setka obaw i strach, ale przytłumione radością, że rodzi się nowe życie. „Będzie wam ciężej, ale dacie rade”, „Będzie dobrze, pomożemy wam”. Mogę z nim drzeć koty i kłócić się latami, bo mamy identyczne charaktery… ale takie spontaniczne reakcje pamięta się do końca życia.

Wiedziałam, że najtrudniej będzie powiedzieć mamie. Ona – kobieta – wyznawczyni zasady „szklanka wody zamiast” przeżyła szok. Do dzisiaj nie potrafi spojrzeć mi w oczy i wciąż zalewa mnie falą swego „optymizmu”. Największa miłośniczka Motylki postanowiła uraczyć mnie stwierdzeniami w stylu : „dziecko to kłopot”, „będzie wam ciężko”, „jak wy sobie dacie radę” i na koniec moje ulubione „będziesz gruba i brzydka”. Poziom dyskusji ustabilizował się na stałym poziomie i trwa już czwarty dzień. Towarzyszy mu brak kontaktu wzrokowego, dziwne stękania i sms-y w stylu „pół nocy przez ciebie nie spałam”. Bosko. Nie załamuję się, bo reakcja gdy 6 lat temu powiadomiłam ją o ciąży była mniej więcej taka sama. Teraz ciężko odkleić ją od Motylki. Mam nadzieję, że przechodzi jakieś fazy akceptacji zaistniałej sytuacji. Może kiedyś zdobędzie się na jakieś pozytywne słowa. Jeszcze nie teraz – jeszcze jest za wcześnie.

Przyjaciółka z pracy… moja „naczelna wiedźma”, która chyba przeczuwała zanim jeszcze w ogóle moja komórka jajowa postanowiła wziąć się do roboty. Była pierwszą osobą po Małżu, która dowiedziała się o sprawie. Aktualnie co chwila dostaję od niej „kopniaka w tyłek” – jak tylko zaczynam mieć ponure myśli i wzdycham, że chyba nic z tego nie będzie. Wsparcie, łzy wzruszenia i ciarki na plecach – po tym człowiek rozpoznaje kto w jego otoczeniu jest prawdziwie życzliwy.

Największą dawkę pozytywnej energii poczułam wczoraj wieczorem. Kiedy wrzuciłam na facebook’a zdjęcie testu ciążowego posypała się lawina „lajków”, komentarzy i wiadomości. Nie rozpisywałam się, bo jeszcze nie potrafię w pełni się cieszyć. Wciąż mam dziwne, mieszane uczucia. Dziękuję Wam drogie czytelniczki za te wszystkie ciepłe słowa. Jeśli nawet coś się nie uda to Wasze wsparcie jest bezcenne!!

Przy okazji mam dobrą radę dla początkujących blogerów – aby zwiększyć ruch na stronie „wystarczy tylko” zajść w ciąże. :) ( porada bezpłatna, polecam się na przyszłość ) :)

Na koniec najważniejsza osoba, dla której ta informacja będzie stanowiła największą zmianę… Motylka.

Motylka jest niczego nie świadomą istotą w machinie dorosłego, skomplikowanego świata. Nic nie wie. Ba, nawet nic nie podejrzewa. Jest zbyt wcześnie. Nie chcę aby się nastawiała. Zresztą jak znam moją ukochaną córeczkę dwie minuty po tym jak się dowie postanowi przekazać tę wiadomość wszystkim znanym sobie i nie znanym nikomu ludziom, których napotka na swej drodze. Tak, więc jeśli wszystko pójdzie dobrze to dowie się najwcześniej za dwa miesiące. Póki co niepewność jest zbyt wielka.

„Reszta świata” dowie się później. Kiedy ja sama zacznę wierzyć i kiedy poczuję się gotowa.