Chodź pomaluj mój świat…

Wcale nie trzeba być himalaistą żeby zaciekawić swoje dziecko. Owszem czasami ma się ochotę wyruszyć na podbój świata, ale zdarzają się również zupełnie zwyczajne dni. Dni, które chciałoby się ciekawie dziecku zorganizować, ale najlepiej bez ruszania się z domu. W niedzielny wieczór postanowiłyśmy z Motylką pomalować farbami. Ot zupełnie zwyczajne zajęcie. Wspólne malowanie z pełnym zaangażowaniem obu stron.

Jak zwykle podczas malowania odniosłam wrażenie, że kartka formatu A3 nie stanowi dla Motylki żadnego ograniczenia. Znacząca część pracy artystycznej znalazła się nawet w zasięgu kartki… Motylka wyglądała jak chodzące płótno. Mimo 30 pędzli, które uczestniczyły w zabawie okazało się, że najładniej maluje się palcami…

Tematyka prac zupełnie dowolna… kolorowanie, malowanie od podstaw. Gdy padł temat magiczny, inspirujący obraz…. Ja namalowałam nieudolny zachód słońca nad wzgórzami… a Motylka bajeczny balon… Fajna była ta wspólna zabawa. Obie miałyśmy całą masę radości z wspólnych działań artystycznych. Polecam na jesienno-zimowe wieczory…