Bicie serca

Cardiogram pulse trace and heart concept

Kiedy planujemy ciąże widzimy  siebie jako piękne boginie noszące w sobie nowe życie. Mamy kształtne brzuszki, wdzięcznie łykamy witaminki dla kobiet i wmasowujemy w siebie pachnące balsamy. Jesteśmy aktywne – pracujemy do ostatnich chwil i na poród wiozą nas w szpileczkach i garsonce. Udzielamy się towarzysko, choć skłonne jesteśmy do pewnych wyrzeczeń. Podczas wieczornego wypadu ze znajomymi rezygnujemy z piwa na rzecz soku owocowego, który z gracją sączymy przez słomkę. Oczywiście wszyscy znajomi zajęci są wyłącznie podziwianiem naszego pięknego brzucha i pochłonięci są rozmowami o szykowanej wyprawce. Kolejne wizyty u lekarza przynoszą jedynie pozytywne informacje. Zachwycamy się coraz cudowniejszymi zdjęciami naszego maluszka uwidocznionymi podczas usg i po każdej wizycie radośnie przekazujemy cudowne nowiny rodzinie i znajomym. Wszystko mamy zapięte „na ostatni guzik”. Torba spakowana, pokoik wystylizowany jak pomieszczenie z katalogu Ikea – cud, miód i tęcza…

Tymczasem rzeczywistość bywa skrajnie odmienna od naszych wyobrażeń. Dlaczego do jasnej cholery nie może być jak we wzorcowej rodzinie z katalogu? Jak w przykładzie podawanym w reklamach – gdzie matka z przeogromnym brzuchem wdzięcznie opiekuje się gromadą młodszych dzieci. Na jej twarzy widnieje piękny uśmiech, a fryzura i makijaż pozostają nienaganne 24 godziny na dobę.

Kiedy weźmiemy do ręki książkę o przebiegu ciąży przestaje być tak malinowo – pojawiają się mrożące krew w żyłach hasła takie jak : hemoroidy, zagrożenie poronieniem, rozstępy, bóle, zaśniad groniasty i wiele, wiele innych. Najgorsze, że zazwyczaj jakieś problemy ciężarną dopadają.

Ja również… od dwóch tygodni jęczę i marudzę, że czuję się zbyt dobrze. Nie wymiotuje, nie mam problemów z apetytem. Wszystko idealnie i wzorcowo. Wczoraj jednak lekarz postanowił sprowadzić mnie na ziemię. Podczas usg obok 6,5 mm zalążka człowieka, którego serce bije 124 razy na minutę wykrył jakiś krwiak. Krwiak nie brzmi dobrze. Brzmi słabo. Dostałam leki i muszę zaszyć się w marazmie na dwa tygodnie oczekiwania do kolejnej wizyty. Znowu to cholerne czekanie, narzekanie, zażywanie leków i zastanawianie się, czy kłucie w brzuchu to gazy przewalające się w jelitach czy też to ten obrzydliwie brzmiący koszmar – krwiak.

No nic – uśmiech na twarz. Optymizm w garść i brniemy do przodu. Mam się oszczędzać. To zdecydowanie moje ulubione hasło. „Oszczędzać”… w pracy oraz przy nadpobudliwej 6 – latce, której energia mogła by spokojnie zastąpić pracę trzech elektrowni atomowych. Oszczędzać… będę się starała. Może przykucnę na chwilę między gotowaniem obiadu, a robieniem prania. Oszczędzanie się w ogóle nie leży w mojej naturze. Podejmę jednak próbę… dla tych 6 mm człowieka zaopatrzonego w bijące serduszko.

Niech mi ktoś wyjaśni dlaczego ciąża to „stan błogosławiony”? Jedyne błogosławieństwo polega na tym, że po dziewięciu miesiącach możemy wypchnąć z siebie wrzeszczącego różowego człowieka – te długie miesiące oczekiwania na jego rozwój wzbogacone o zgagi, mdłości i problemy ciężko nazwać błogosławieństwem. Nie mniej jednak marzę o tym aby wszystko było ok. Marzę o tym, aby groźnie brzmiący krwiak odszedł w niepamięć. Marzę o tym aby 6mm każdego dnia wzrastało o kolejne cenne milimetry.

Może kiedyś będzie jak w reklamie… bardzo na to liczę…