Baw się sama!!

Chyba nie jestem wyrodną matką. Staram się jak mogę i ostatnio mam wrażenie, że staram się aż za bardzo. Motylka coraz chętniej wybiera spędzanie czasu ze mną i Małżem i od wielkiego niechcenia bawi się sama. W czwartek strzeliła gigantycznego focha, ponieważ nie chciałam budować z nią z klocków. Wkurzyłam się… nie ma bowiem nic gorszego od gówniarzy, które w sklepie robią awanturę o to, że mama nie chce kupić batonika, a w takim właśnie świetle zobaczyłam Motylkę. Po długiej rozmowie uzgodniłyśmy, że mamusia i tatuś nie będą już organizować Motylce czasu. Trzeba być bardziej kreatywnym i w końcu zacząć wykorzystać tony zabawek, które zalegają w motylkowym pokoju. Nagadałam się jak wariat i zadowolona stwierdziłam, że cel został osiągnięty. Niestety termin, który wybrałam na tak mocne postanowienia okazał się być dość niefortunny. Koniec ferii, ostatnie podrygi wolności. Ciężko przesiedzieć ten czas w domu.

Wciąż powtarzałam jak to nie będę już organizowała Motylce czasu… a tym czasem…

Czwartek wieczór… łyżwy…

Piątek wieczór… wystawa klocków LEGO na Stadionie Narodowym, pizza (wiem, wiem pójdzie w tyłek, ale trudno)

Sobota… „Dzwoneczek i Bestia z Nibylandii”, potem wspólne zakupy, a na koniec dnia 3-godzinne rodzinne rozgrywki w Monopol

Niedziela… taka piękna pogoda… długi spacer do parku, połączony z karmieniem zwierząt oraz ze zjazdami na jabłuszku, potem rewanż w Monopol, obiad i wyjście na plac zabaw, gdzie Motylka przez dwie godziny wariowała wraz z koleżanką… po powrocie oglądanie długiej bajki…

kiedy nadeszła godzina 19.00 Motylka powiedziała, że idzie się pobawić sama, bo już jest trochę zmęczona… świetnie!!!

To chyba tak jak z odzwyczajaniem od palenia, podobno najskuteczniejsza metoda to wypalenie takiej ilości papierosów, która spowoduje wymioty. Czyżbym, więc odkryła jakiś genialny sposób na usamodzielnianie dziecka!? Zamęczyłam własne dziecko swoją osobą. Doprowadziłam ją do emocjonalnych wymiotów i spowodowałam, że zapragnęła pobawić się sama.

Ciekawa jestem tylko na jak długo ten odwyk wystarczy… mam nadzieję, że nie będę musiała co tydzień organizować takiego maratonu atrakcji. Uwielbiam wspólne spędzanie czasu, ale muszę wypośrodkować. Nie chcę aby wspólna przyjemność zamieniła się w przykry obowiązek.

Powszechnie krytykowani są rodzice, którzy w ogóle się z dziećmi nie bawią. Tylko, że na własnym przykładzie widzę, że przesadzić nie można również w drugą stronę. Taką myśl muszę dopisać do listy noworocznych postanowień.

Umiar… umiar… umiar… jest dobry w każdej dziedzinie życia… niestety moja osobowość jest tak bardzo skłonna do przesady….