Apetyt… na życie??

fork-207410_1280

Wczorajszy Dzień Matki przyniósł piękne wspomnienia. Po pierwsze Motylka stworzyła kolejne dzieło sztuki, czyli mój portret, a po drugie dostałam prezent od nienarodzonego jeszcze „fasola”. Wczoraj bowiem byliśmy na kolejnym usg, które wreszcie przyniosło pozytywne informacje… krwiak się wchłania (już prawie go nie ma), a co najważniejsze zobaczyłam coś co przypomina małego człowieka… ponad 4 cm ludzkiego życia… bicie serduszka oraz wyraźne kopanie nóżkami. Od razu poprawił mi się humor. Mija 11 tydzień ciąży i z każdym kolejnym dniem szanse na jej pozytywne rozwiązanie wzrastają.

Humor humorem, najciekawsze jest to, że ostatnio znacząco wzrasta również mój apetyt. Chciałabym powiedzieć, że chodzi o apetyt na życie. Fakt jest jednak taki, że sprawa dotyczy głodu. Nie jest to zwykły głód, który poskromił by mały jogurt, czy jabłko. To głód, który zmusza mnie do ciągłego przebywania w kuchni i pitraszenia coraz to nowych dań. Zup, mięs, grzanek, warzyw na 100 sposobów… całe szczęście, że jestem na zwolnieniu lekarskim. W pracy byłabym na jednej wielkiej przerwie śniadaniowej.

To pewna odmiana po ciąży z Motylką kiedy to przez pierwsze trzy miesiące nie byłam w stanie nic jeść ani nawet patrzeć na jedzenie. Teraz nadrabiam zaległości. Jedzenie nigdy jeszcze nie sprawiało mi aż tyle przyjemności. Delektuję się każdym kąskiem. Zajadam się pomidorami, truskawkami, ciepłym pieczywem oraz zupami, których nigdy wcześniej nie lubiłam. Na deser piekę ciasta oraz robię galaretki z owocami. Śmieszę sama siebie, kończę jedzenie jednego posiłku i już zaczynam planować kolejny.

Jak tak dalej pójdzie do czasu porodu przytyję chyba ze 20 kg… a to mało optymistyczna perspektywa. Cóż jednak zrobić… organizm się domaga. Muszę, więc wsłuchać się we własne ciało i dostarczać mu upragnionych składników.

Nie wierzę w żadne witaminy ciążowe i suplementy diety, które rzekomo mają dostarczyć dziecku wszystkie najcenniejsze składniki. Zażywam jedynie kwas foliowy, a całą resztę dostarczam sobie wraz z jedzeniem.

Ostatnio kupiłam jakąś gazetkę w stylu „Będę mamą” i z wielkim zdziwieniem odkryłam, że jako dodatek załączone zostały 3 tabletki witamin dla kobiet w ciąży. W życiu nie zjadłabym jakichś przypadkowych tabletek z gazetki bez konsultacji z lekarzem i nawet piękna ulotka, reklama i propozycja zniżki w aptece wcale mnie nie przekonały do skuteczności ich działania. Zamiast ładować w siebie kolorowe pigułki lepiej pokroić na kanapkę ze świeżą szynką kilka listków natki pietruszki i pomidora.

Ilość suplementów diety dla ciężarnych dostępnych w aptekach lub drogeriach aptecznych jest jednak porażająca. Pojawianie się coraz to nowych preparatów które jak twierdza reklamy niemal zagwarantują prawidłowy rozwój dziecka świadczy o tym, że wiele osób je kupuje. Ciężko mi to zrozumieć, ale ufam w zdrowy rozsądek przyszłych mam.

Tak sobie popisałam o jedzeniu, pomyślałam o jedzeniu i zdałam sobie sprawę z tego, że od poprzedniego posiłku minęły już całe dwie godzinki. W moim brzuchu znowu burczy, znowu czuję ucisk w gardle i coś w rodzaju mdłości. Czas kończyć pisanie i ruszyć na kolejny podbój lodówki!!