Anonimowość… czyli odpowiadam na zarzuty…

121H

Kochane… otrzymałam już kilka wiadomości z pytaniem o to dlaczego piszę anonimowo. Kilku osobom bardzo przeszkadza brak mojej twarzy na ekranie komputera… a przecież tak bardzo chciałabym aby wygrywała treść a nie wizerunek… pytacie dlaczego pozostaję anonimowa, dlaczego nie wrzucam zdjęć swoich, Motylki, Małża czy Lejka. Piszę i piszę, wrzucam zdjęcia prywatne: wypieków czy ozdób świątecznych, a jednak nie wychodzę poza tą granicę.

Pytanie brzmi, czy w tych czasach, w których obraz jest często ważniejszy od słów w ogóle można zachować jakąkolwiek anonimowość. Czuję się w obowiązku wytłumaczyć przed Wami drogie czytelniczki. Przedstawiam Wam mój skromny punkt widzenia…

 

Obawiam się, że podpisanie się imieniem i nazwiskiem wpłynie na tematykę, a co za tym idzie na jakość pisanych przeze mnie postów. Nie jestem być może szczególnie kontrowersyjna we własnych poglądach, ale pozostawiam sobie margines na poruszenie tematów, które być może wolałabym pozostawić z dala od mojej rodziny czy przyjaciół. Myślę, że świadomość grona czytelników powodowałaby, że dziesięć razy zastanawiałabym się zanim cokolwiek napiszę nad tym jak to ująć aby nie urazić nikogo z mych bliskich.

  1. Praca. Tu jest największy problem. Nie jestem przekonana czy mój pracodawca z zachwytem czytałby mojego bloga. Czy koleżanki/koledzy z pracy nie uznali by tego za jakąś fanaberię. Nie chciałabym być postrzegana przez pryzmat moich postów. Jeśli o swoich przemyśleniach czy problemach pisałabym na blogu to od razu miałabym pełną świadomość, że podzieliłam się świeżą ploteczką ze współpracownikami. Pracuje w dość hermetycznym środowisku, niestety mało tolerancyjnym i specyficznym środowisku. I tu po raz kolejny zatraciłabym główną funkcję tego bloga. Bloga, który miał być moim pamiętnikiem, moim miejscem do wylewania pomysłów na życie. Wprowadzenie takiej cenzury wpłynęło by bardzo negatywnie na poziom wrzucanych treści.
  2. Anonimowość Motylki. To zastanawia mnie najbardziej… czy mam prawo wykorzystywać wizerunek własnego dziecka? Teoretycznie mam, ale czy na pewno tego chcę. Motylka nie jest bobasem tylko rasową 6-latką, która być może za kilka lat miałaby do mnie żal o to, że dzieliłam się z Wami moimi zwierzeniami na jej temat. Pozostaje jeszcze kwestia pozostałych osób z mojego otoczenia… Małż, rodzice… wszyscy mają własne życie, własna pracę… czy na pewno chcą postrzegać mnie jako blogerkę… czy to nie utrudni ich życia? Przecież przewijają się w moich tekstach… czy mam prawo ujawniać ich prywatność?
  3. Niewiadome… nie wiem jaki zakres i wydźwięk będzie miał ten blog. Nie wiem na jak długo wystarczy mi natchnienia w pisaniu. Nie wiem jak dużą grupę czytelników zbierze. Na razie jestem bardzo zaskoczona, bo lada moment uzbiera się 500 fanów… to gigantyczny szok, bo gdy zaczynałam pisać bloga nawet w najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewałam się takiej „rzeszy” czytelników. Teraz pojawiają się „lajki”, komentarze i przesyłane mi prywatne wiadomości. To motywujące. Ciekawa jestem jednak jak daleko to sięgnie… jak dalej rozwinie się ten mój wirtualny pamiętnik…

To powody dla których po „wklikaniu” pracoholiczkawdomu.pl nie pojawia się na Waszych monitorach sesja zdjęciowa z moim udziałem. Jeszcze na taki krok nie jestem gotowa. Nie wykluczam, że nadejdzie moment, w którym upublicznię swój wizerunek. Może jakaś magiczna liczba „lajków”, która zmusi mnie do takiego kroku… powiedzmy 1500?? Nie wiem tego na pewno. Blog istnieje od niedawna i wciąż jest dla mnie bardzo nowym doświadczeniem. Dopiero uczę się funkcjonowania w blogosferze i wolałabym anonimowo zaliczać wszystkie związane z tym wirtualnym życiem wpadki.  Wszystkim „krytykom”, którzy w prywatnych wiadomościach zaatakowali taki stan rzeczy mówię, że nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa. Nie wrzucę serii zdjęć, bo komuś nie podoba się, że nie wrzuciłam swojego aktu urodzenia. Napisałam o sobie dokładnie tyle ile jest potrzeba. Tyle ile w tym danym momencie mogę, chcę napisać. Dojrzewam, zmieniam się… być może przyjdzie moment, w którym zdecyduję się „odsłonić twarz”. Nie teraz, nie dziś.

  • http://housemanagingdirector.blogspot.com/ ano

    Super podejście! Rozumiem i szanuję :)